27.02.2014

Dziennik Bałtycki. Luty 2014

Wieszam się na krawędzi ścian

Rozmowa z Marcinem "Yeti" Tomaszewskim, który wraz z Markiem Raganowiczem, wytyczył nową drogę na Great Trango Tower w Pakistanie

Irena Łaszyn: Przez 20 dni wisieliście na pionowej 1500-metrowej ścianie. Dlaczego wybraliście akurat Great Trango Tower w Karakorum?

Marcin Tomaszewski: Great Trango Tower jest wręcz legendarna, wśród alpinistów cieszy się wielkim poważaniem, z uwagi na niespotykane trudności techniczne. Żeby wytyczyć nową drogę na północno-zachodniej ścianie, musieliśmy pokonać 1500-1600 metrów różnicy wzniesień, pomiędzy wejściem w ścianę a jej zwieńczeniem. Mieliśmy 46 wyciągów.

 

Co było najtrudniejsze?

-Trudniejsza była drugą część ściany, wręcz odchylona od pionu. Te ostatnie 800 metrów dały nam nieźle w kość, musieliśmy użyć całego arsenału sprzętu i naszych umiejętności. Weszliśmy najwyżej jak można, aż na grań prowadzącą na wierzchołek.

 

Jak w tych warunkach, wisząc ponad 100 metrów nad ziemią, spaliście albo jedliście?

-Mieliśmy takie specjalne łóżko, czyli ramę aluminiową z rozpiętym materiałem, na którą narzuca się namiot. To łóżko, zabezpieczone linami, montuje się na stanowisku asekuracyjnym. Można się w nim schronić, gdy pada deszcz, można w nim gotować. Ale trzeba pamiętać, by każdą rzecz przypiąć, bo ono jest jak huśtawka…

 

Bushido, czyli ta nowa droga, to kolejny etap Pana projektu alpinistycznego "4 Żywioły".

-Polega on na pokonywaniu największych pionowych ścian świata i wytyczaniu nowych dróg w czterech rejonach górskich charakterystycznych dla każdego z żywiołów: W Patagonii, na Alasce, na Ziemi Baffina i w Wenezueli. Zmierzyłem się z wszystkimi czterema.

 

Od dawna się Pan wspina?

-Od 25 lat, czyli od 14. roku życia. Jestem typem wojownika. Jako dziecko chorowałem na serce, musiałem się mierzyć z wieloma przeciwnościami, także z samym sobą. Zanim zająłem się wspinaczką, miałem lęk wysokości. Potem niejako "odbiłem" w drugą stronę. Zacząłem się wieszać na krawędzi wielkich ścian i odnosić sukcesy. Moja pasja stała się też moim zawodem: realizuję prace wysokościowe, organizuję szkolenia, zawody i pokazy. W wolnych chwilach projektuję odzież outdoorową.

 

Co teraz?

-Moje wspinanie przechodzi pewną metamorfozę. Kończę ze stylem Big Wall, wymagającym wielodniowego przebywania w ścianie. Teraz chciałbym się powspinać w stylu alpejskim. Trzy tygodnie po Kolosach wyruszam więc na Alaskę, na Mount  Dickey.

Jeśli podobał ci się ten artykuł podziel się nim z innymi.

Twetter Facebook

Inne w tej kategorii

30.12.2013

Wywiad z śp. Wojtkiem Rekinem Wentą

Z WOJCIECHEM „REKINEM” WENTĄ o szczecińskim środowisku wspinaczkowym, g&oac...

30.12.2013

Baffin Island 2012 Superbalance, National Geographic Traveler

Od kilku godzin wiszę na stanowisku asekuracyjnym, trzęsę się z zimna. Pod moimi nogami...